RÓŻANIEC ŚW.MAKSYMILIANA KOLBE

 

Dzisiaj (tj14.10.2007r ) w naszej parafii gościmy niezwykły znak wiary i męczeństwa 
- różaniec św.Maksymiliana Kolbe.

Nabożeństwo różańcowe

BĄDŹ POZDROWIONA PEŁNA ŁASKI, PAN Z TOBĄ

(...) Tuż po wybuchu II wojny światowej Niemcy aresztowali o.Kolbego wraz ze współbraćmi. o.Maksymilian został wywieziony do obozu koncentracyjnego Auschwitz. 

Pod koniec lipca 1941 r. z bloku o.Maksymiliana uciekł jeden z więźniów. W odwecie władze obozowe skazały 10 więźniów na śmierć w bunkrze głodowym. O.Kolbe zgłosił się na ochotnika, proponując swe życie za Franciszka Gajowniczka –ojca rodziny, który miał być jednym z dziesięciu.
o. Kolbe przeżył w bunkrze dwa tygodnie bez kruszyny chleba i kropli wody. Został zamordowany zastrzykiem fenolu 14 sierpnia 1941 roku., w wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. O. Kolbe miał zaledwie 47 lat.

17 października 1971 roku papież Paweł VI beatyfikował go jako wyznawcę, 
a 10 października 1982 r. Jan Paweł II kanonizował go jako męczennika.

http://www.kolbe.pl/zyciorys.php

RÓŻANIEC ŚW.MAKSYMILIANA KOLBE

Różaniec, dziwnymi zrządzeniami Bożej Opatrzności uratowany z oświęcimskiego piekła - jest właściwie jedyną relikwią pozostałością po św.Maksymilianie, męczenniku Obozu Zagłady w Auschwitz, twórcy Niepokalanowa, który swoje życie oddał dla ratowania życia bliźniego.

Niezwykła opowieść pani dr Ireny Pająk z Katowic Podlesia

Był rok 1988. Mój mąż, były więzień obozu koncentracyjnego w Auschwitz, współpracował od wielu lat ze Stowarzyszeniem „Maximilian Kolbe Werk”. Stowarzyszenie to niesie pomoc i opiekę byłym więźniom hitlerowskich więzień i obozów koncentracyjnych. 29 września tegoż roku zgłosił się do mojego męża były więzień obozu w Oświęcimiu, mieszkaniec Chorzowa, pan W.Żelazny. Spotkaliśmy się z nim wielokrotnie, ponieważ mąż załatwiał mu lekarstwa niedostępne w Polsce.

W czasie jednej z kolejnych wizyt powiedział nam, że przechowuje w domu różaniec świętego Maksymiliana. Początkowo nie dowierzaliśmy tej sensacyjnej wieści, potem jednak poprosiłam, aby opowiedział w jaki sposób różaniec Świętego Męczennika dostał  się w jego ręce. Oto jego opowieść: 

Byłem w obozie więźniem funkcyjnym, tzw. „sztubowym”. Pewnego dnia, za rzekomy nieporządek, zostałem skatowany i wyrzucony z funkcji. Odesłano mnie do komanda wycinającego wiklinę nad rzeką Sołą. Skatowany, z połamanymi żebrami, wkrótce ciężko zachorowałem na płuca. Lekarz obozowy wprowadził mi do rany gumową rurkę, przez którą  z płuc wyciekała ropa. Mordercza praca, głód i ciągłe pogarszający się stan zdrowia spowodowały u mnie całkowite załamanie psychiczne. Coraz częściej nachodziła mnie myśl, aby zakończyć tę udrękę rzucając się samobójczo na druty elektryczne, tak jak zrobiło to wielu przede mną. Zwierzyłem się z tych myśli koledze, także pochodzącemu z Chorzowa. Odradzał mi podejmowanie tego desperackiego czynu i poprosił, abym porozmawiał z pewnym księdzem, który także jest więźniem obozu. Tak poznałem ojca Maksymiliana Kolbe. Po wieczornym apelu Ojciec długo ze mną rozmawiał. Pod koniec rozmowy wyjął spod obozowej bluzy niewielki woreczek. „Weź to- powiedział – To jest różaniec. On ci doda sił i podniesie cię na duchu. Brakuje w nim kilku paciorków, zniszczył je gestapowiec na Pawiaku. Ale te brakujące też odmawiaj. Okruchy zniszczonych paciorków są w woreczku, pozbierałem je z podłogi celi. Jak zmienisz zdanie i postanowisz żyć- oddasz mi ten woreczek.” 
Modliłem się na różańcu w każdej wolnej chwili – kontynuował opowieść pan Żelazny. – Wkrótce siły zaczęły wracać, a moje zdrowie znacznie się poprawiło. Postanowiłem oddać różaniec ojcu Maksymilianowi. Kiedy rozpytywałem o ojca Kolbe, powiedziano mi, że poszedł do bunkra na śmierć głodową. I tak różaniec ojca Maksymiliana pozostał u mnie. 14 kwietnia 1942 roku zostałem zwolniony z obozu. Z różańcem nigdy się nie rozstawałem. Jedynie 2 lata po wojnie, gdy nachodzili mnie funkcjonariusze UB, obawiając się rewizji, przekazałem w depozyt różaniec wraz z innymi przedmiotami ks. Biskupowi Herbertowi Bednorzowi. Kiedy zmieniły się czasy odebrałem tę bezcenną dla mnie  pamiątkę i przechowuję ją do dzisiaj.

Po wysłuchaniu tej opowieści poprosiłam, aby przyniósł pokazać nam ten różaniec. Pan Żelazny wręczył mi pudełko po zegarku w którym leżał ten bezcenny skarb: paciorki ciemnobrązowe, prawie czarne, wykonane z ziaren jakiegoś owocu... krzyżyk z podobizną Chrystusa i medalik wykonane są chyba ze srebra... W kilku miejscach różaniec jest poprzerywany. Wiele razy opisywano historię tego różańca: na Pawiaku gestapowiec widząc ojca Maksymiliana modlącego się na różańcu kazał Mu rzucić go na ziemię i podeptać. Kiedy ojciec odmówił, gestapowiec sam wyrwał Mu różaniec z ręki, rzucił na ziemię i depcząc go wrzeszczał: Tak się to robi! W miejscach zniszczenia różaniec jest prymitywnie połączony czarnymi nitkami. Zrobił to sam ojciec Maksymilian w więzieniu nitkami powywlekanymi z habitu...
Byłam wstrząśnięta. Trzymałam w ręce różaniec Świętego.
 
(....)
ciąg dalszy – dodatek gazetka Parafialna „Królowa Polski”

dr Irena Pająk – Podlesie 

VII DZIEŃ PAPIESKI 14.10.2007
JAN PAWEŁ II - OBROŃCA GODNOŚCI CZŁOWIEKA

Parafia Rzymskokatolicka Matki Boskiej Częstochowskiej
Katowice Podlesie
http://www.parafiapodlesie.int.pl/