(...) Tuż
po wybuchu II wojny światowej Niemcy aresztowali
o.Kolbego wraz ze współbraćmi. o.Maksymilian został wywieziony
do obozu koncentracyjnego Auschwitz.
Pod
koniec lipca 1941 r. z bloku o.Maksymiliana
uciekł jeden z więźniów. W odwecie władze
obozowe skazały 10 więźniów na śmierć w bunkrze
głodowym. O.Kolbe zgłosił się na ochotnika,
proponując swe życie za Franciszka Gajowniczka
–ojca rodziny, który miał być jednym z dziesięciu.
o. Kolbe przeżył w bunkrze dwa tygodnie bez kruszyny
chleba i kropli wody. Został
zamordowany zastrzykiem fenolu 14 sierpnia 1941 roku., w
wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. O.
Kolbe miał zaledwie 47 lat.
17 października
1971 roku papież Paweł VI beatyfikował go jako wyznawcę,
a 10 października 1982 r. Jan Paweł II
kanonizował go jako męczennika.
http://www.kolbe.pl/zyciorys.php
|
Niezwykła
opowieść pani dr Ireny Pająk z Katowic Podlesia
Był
rok 1988. Mój mąż, były więzień obozu
koncentracyjnego w Auschwitz, współpracował od wielu
lat ze Stowarzyszeniem „Maximilian Kolbe Werk”.
Stowarzyszenie to niesie pomoc i opiekę byłym więźniom
hitlerowskich więzień i obozów koncentracyjnych. 29
września tegoż roku zgłosił się do mojego męża były
więzień obozu w Oświęcimiu, mieszkaniec Chorzowa,
pan W.Żelazny. Spotkaliśmy się z nim wielokrotnie,
ponieważ mąż załatwiał mu lekarstwa niedostępne w
Polsce.
W
czasie jednej z kolejnych wizyt powiedział nam, że
przechowuje w domu różaniec świętego Maksymiliana.
Początkowo nie dowierzaliśmy tej sensacyjnej wieści,
potem jednak poprosiłam, aby opowiedział w jaki sposób
różaniec Świętego Męczennika dostał się w
jego ręce. Oto jego opowieść:
Byłem
w obozie więźniem funkcyjnym, tzw.
„sztubowym”. Pewnego dnia, za rzekomy
nieporządek, zostałem skatowany i wyrzucony z funkcji.
Odesłano mnie do komanda wycinającego wiklinę nad
rzeką Sołą. Skatowany, z połamanymi żebrami, wkrótce
ciężko zachorowałem na płuca. Lekarz obozowy
wprowadził mi do rany gumową rurkę, przez którą
z płuc wyciekała ropa. Mordercza praca, głód i ciągłe
pogarszający się stan zdrowia spowodowały u mnie całkowite
załamanie psychiczne. Coraz częściej nachodziła mnie
myśl, aby zakończyć tę udrękę rzucając się samobójczo
na druty elektryczne, tak jak zrobiło to wielu przede
mną. Zwierzyłem się z tych myśli koledze, także
pochodzącemu z Chorzowa. Odradzał mi podejmowanie tego
desperackiego czynu i poprosił, abym porozmawiał z
pewnym księdzem, który także jest więźniem obozu.
Tak poznałem ojca Maksymiliana Kolbe. Po wieczornym
apelu Ojciec długo ze mną rozmawiał. Pod koniec
rozmowy wyjął spod obozowej bluzy niewielki woreczek. „Weź
to- powiedział – To jest różaniec. On ci doda
sił i podniesie cię na duchu. Brakuje w nim kilku
paciorków, zniszczył je gestapowiec na Pawiaku. Ale te
brakujące też odmawiaj. Okruchy zniszczonych paciorków
są w woreczku, pozbierałem je z podłogi celi. Jak
zmienisz zdanie i postanowisz żyć- oddasz mi ten
woreczek.”
Modliłem się na różańcu w każdej wolnej chwili
– kontynuował opowieść pan Żelazny. –
Wkrótce siły zaczęły wracać, a moje zdrowie
znacznie się poprawiło. Postanowiłem oddać różaniec
ojcu Maksymilianowi. Kiedy rozpytywałem o ojca Kolbe,
powiedziano mi, że poszedł do bunkra na śmierć głodową.
I tak różaniec ojca Maksymiliana pozostał u mnie. 14
kwietnia 1942 roku zostałem zwolniony z obozu. Z różańcem
nigdy się nie rozstawałem. Jedynie 2 lata po wojnie,
gdy nachodzili mnie funkcjonariusze UB, obawiając się
rewizji, przekazałem w depozyt różaniec wraz z innymi
przedmiotami ks. Biskupowi Herbertowi Bednorzowi. Kiedy
zmieniły się czasy odebrałem tę bezcenną dla mnie
pamiątkę i przechowuję ją do dzisiaj.
Po
wysłuchaniu tej opowieści poprosiłam, aby przyniósł
pokazać nam ten różaniec. Pan Żelazny wręczył mi
pudełko po zegarku w którym leżał ten bezcenny
skarb: paciorki ciemnobrązowe, prawie czarne, wykonane
z ziaren jakiegoś owocu... krzyżyk z podobizną
Chrystusa i medalik wykonane są chyba ze srebra... W
kilku miejscach różaniec jest poprzerywany. Wiele razy
opisywano historię tego różańca: na Pawiaku
gestapowiec widząc ojca Maksymiliana modlącego się na
różańcu kazał Mu rzucić go na ziemię i podeptać.
Kiedy ojciec odmówił, gestapowiec sam wyrwał Mu różaniec
z ręki, rzucił na ziemię i depcząc go wrzeszczał:
Tak się to robi! W miejscach zniszczenia różaniec
jest prymitywnie połączony czarnymi nitkami. Zrobił
to sam ojciec Maksymilian w więzieniu nitkami
powywlekanymi z habitu...
Byłam wstrząśnięta. Trzymałam w ręce różaniec Świętego.
(....) ciąg
dalszy – dodatek gazetka Parafialna „Królowa
Polski”
dr
Irena Pająk – Podlesie
|